Opowiadanie “Pierwszy?" to już trzecia część dziejów życiowych Komandora (poprzednia część "Handlarz ") . Statek Komandora zostaje zaatakowany i mocno uszkodzony. Po kilku dniach dryfu rozbija się na pobliskiej planecie. Teraźniejszość miesza się z przeszłością a rzeczywistość z fantazją. Czy uda mu się odnaleźć prawdę i życie dla swego przyjaciela?
Silnie uszkodzony transportowiec typu drugiego przedzierał się przez gęstą atmosferę, osłona termiczna w wielu miejscach była uszkodzona co powodowało zapalanie się odkrytych elementów. Górne działko, które nie zostało schowane przed wejściem w atmosferę do czasu zejścia w niższe jej warstwy prawie w całości uległo stopieniu. Statek leciał prawie płasko dając wrażenie kierowania się w określonym kierunku. Planeta była silnie zalesiona, a raczej całkowicie porośnięta roślinnością. Teren w tym regionie był prawie płaski co spowodowało, że woda w rzece praktycznie stała. Temperatura powietrza niewiele przekraczała punkt, w którym woda zaczyna zamarzać.
Statek przeleciał jeszcze około stu pięćdziesięciu kilometrów nim zaczął ścinać roślinność. W końcu zarył się w ziemię. Rośliny drzewiaste dochodziły do dwudziestu metrów, ale nie posiadały wiele tkanek wzmacniających. W wielu miejscach wydostawał się ogień. Ze z hałasem odstrzelonego luku wyszło kilka robotów naprawczych, które w spokoju zaczęły gasić statek, a po jego ugaszeniu wzięły się w ciszy do jego remontu. Gdyby nie las, można by pomyśleć, że to jakaś naziemna montownia. W zadymionej kabinie pilotów, oba znajdujące się tam fotele były zajęte. Postać, na której mundurze znajdowały się insygnia druidzkiego komandora najwyraźniej nie zwracała uwagi na krwawiące ramię. W zaciśniętej dłoni nadal trzymała rl45. Po krótkiej walce
z włazem, do kabiny wtargnęło kilka robotów z piłami tarczowymi…
Nadchodziła noc.
-Przyjemne ciepło bije od ognia, dawno takiego nie czułem.
-Nigdy nie czułem żaru ognia, czy to jest naprawdę takie przyjemne.
-O, tak, zapomniałem, Pierwszy. Można to porównać z nasmarowaniem stawów.
-Teraz rozumiem. Przydałoby mi się smarowanie. Jest gdzieś…
-Niestety rozbite. Może gdzieś w głębi ładowni coś jeszcze zostało.
Pamiętasz naszą wyprawę na Nod?
-Tak, czemu o niej mówisz? Przecież to oni tak cię załatwili.
-Nie wiedzą co to dobry interes, ale robią najlepsze smary… Czemu się
śmiejesz?
-Od kiedy to ludzie mają po cztery palce?
-Cholerne systemy zabezpieczeń… Musiał zostać w kabinie. Znów coś nawaliło
i nie zostałem o tym poinformowany. Jutro go poszukam.
-Na pewno wkrótce nas znajdą, ci od szybkiego przeładunku.
-Mam nadzieję, że nie…Chce mi się spać…
-To od znacznej utraty energii. Tylko mi się tu nie wyłącz… No nie. Będę
trzymał straż, ale jeśli nadlecą to i tak na niewiele to się zda.
Ciemność ogarnęła Komandora, ciało zasnęło, ale nie umysł. Wyłączenie się,
jak to określił Pierwszy, stało się początkiem. Komandor rozpoczął wędrówkę
przez wszechświat własnego umysłu, który w porównaniu ze skończonym w swej
nieskończoności wszechświatem posiada o wiele więcej szlaków.
-Czemu mnie budzisz?
-Znaleźli nas.- Komandor spojrzał badawczo na pierwszego.- Ekipa ratunkowa.
-Kaye? Co ty tu robisz?
-Przelatywaliśmy akurat tędy i całkiem przypadkowo na was trafiliśmy.
-Jak widzisz…-Urwał niespodziewanie.- To mój przyjaciel RCP5-Pierwszy.
-Wiele o tobie słyszałam. Dawno się nie widzieliśmy. Źle wyglądasz. Zaraz
przyniosą leki.
-Jesteś piękna na tle tego wraku i…”Jak mogli nas wykryć z orbity?
Wszystko rozumiem.”- Poczuł się jakby dostał kamieniem w głowę. Otworzył szeroko oczy. Ognisko nadal płonęło i Pierwszy siedział naprzeciwko.-Nie mogę już. Nie wytrzymam. Dlaczego to co jest nieuniknione idzie krętymi drogami.
-Nie wiem. Ale na pewno ma do tego powody. Co z ręką?
-W porządku. Muszę się przejść.
Komandor zniknął w lesie. Chodził w kółko. Po kilku minutach złapał się za głowę i usiadł.
“Musiałem doznać jakiegoś wstrząsu. Najwyraźniej nie pamiętam wszystkiego.
Coś…”
-Komandorze! O tu jesteś. Od godziny cię szukam.
-Pomóż mi wstać. Muszę coś sprawdzić w kabinie. Czy zasilanie jest w
porządku?
-Tak…
-Dziękuję. Sprawdź jak postępują prace w ładowni. Komputer! Podaj skład
załogi.
-Szukam…
“Znów ta ciemność. Może właśnie wykrwawiam się na tym fotelu nie będąc tego świadomym. Przecież wraz ze mną leciał człowiek. Jestem tego pewny… Co za ból.” Otworzył na chwilę oczy i dostrzegł jak robot z piłą krąży po kabinie.
Ponownie stracił przytomność.
-Pierwszy! Co ten robot tutaj robi?
-Wycina resztki rośliny, która przebiła kadłub podczas lądowania.
-Nie pamiętam.
-Skleroza nie boli.
-Nie nabijaj się. Coś jest ze mną nie tak.
-A ze mną. Spójrz na te wgniecenia.
Zemdlał. Gdy ponownie otworzył oczy leżał na łóżku szpitalnym, przy którym stał lekarz.
-Co się stało?
-Przed kilkoma dniami znalazła was ekipa naukowców. Myśleli, że pan zginął.
Jak się pan teraz czuje.
-Doskonale.
Obudził się raptownie na swym fotelu. Usłyszał jak z łoskotem wyważany jest właz do kabiny, do której wtargnęły trzy roboty z piłami i rozpoczęły wycinanie konarów. Pierwszy był przygwożdżony do swego fotela.
-Pierwszy, w porządku?
-Tak. A twoja ręka?
-Też. A nie mówiłem ci, ze kupno tych robotów to niezły interes?- Pierwszy pokiwał znacząco głową.- Jak tylko cię odetną, czy mógłbyś pomóc mi wyjść na zewnątrz?
-Nie ma sprawy.
Roboty szybko się uwinęły. Był jeden medyczny i opatrzył Komandorowi ramię.
-Pierwszy, przytrzymaj mnie i wyciągnij tę cholerną gałąź z mojej nogi…
Aaaa!
-Już po krzyku. Krzyknij tak jeszcze raz, a dokerzy znajdą nas bez trudu.
-Twojego poczucia humoru nic nie zgładzi…
Nadeszła noc i ciemność zapanowała nad lasem. Gwiazdy nie dawały wiele
światła.
-Baza! Baza! Tu ekipa druga. Trafiliśmy na coś. Bez odbioru.
-To statek towarowy.
-Nie jestem ślepy.
-Biorąc pod uwagę stopień regeneracji roślin, rozbił się około dwóch tygodni temu. Roboty naprawcze zrobiły swoje. Ciekawe co z załogą?
-Chyba żartujesz. Z pewnością są martwi. Ja tam nie wchodzę.
-Wchodzisz na prawo. Sprawdź ładownię a ja odwiedzę kabinę pilotów… Eran.
Słyszysz mnie.
-Tak. W ładowni nic nie ma. W kabinie oznaczonej piątką znalazłem
humanoidalnego robota z wielką dziurą w korpusie…
-Bez ręki?
-Skąd wiesz?
-Jest tutaj. Przyjdź tu szybko.
-…Żyją?
-Tak. Najprawdopodobniej wszczyknięto im…
-Niemożliwe. To środek na etapie badań. I skąd ten gość ma mundur
druidzkiego komandora? I skąd Druid w transportowcu?
-Mnie nie pytaj. Baza. Prosimy o transport. Mamy tu rannych.
-Dobra robota, panowie. Ockną się za kilka godzin.
-Musimy o tym zgłosić.
-Ale komu? Przecież nie zawiadomiono nas o zaginięciu statku w tym rejonie.
-To na pewno jakiś … Nie słyszałem jeszcze aby przyjmowano ludzi do
druidzkich wojsk, a już na pewno nie słyszałem o człowieku w stopniu
druidzkiego komandora. A co z tym Druidem?
-Nie odniósł żadnych obrażeń. Wszystkiego dowiemy się po ich obudzeniu.
-Doktorze!- Przerwał rozmowę głos w komunikatorze.- Ten człowiek ze statku zaczął majaczyć.
-Już idziemy… To niemożliwe.
Słońce dochodziło zenitu i jego promienie padały na łóżko Komandora.
Najwyraźniej miał gorączkę.
-Pierwszy! Gdzie jesteś? Nie odchodź…
-Ma halucynacje, ale na pewno nie zmyśla. Ktoś mu wszczyknął ten środek, możliwe, że to ten Pierwszy. Mógł im to podać i wyruszyć w poszukiwaniu pomocy.
-Wydaje mi się, że ten Druid, mógł być jego Pierwszym pilotem.
-W transportowcu?
-Właśnie się obudził… Dlaczego ten człowiek nosi insygnia komandora?…
Czy rozumiesz?
-Tak doskonale.
-Czy wiesz kogo on ma na myśli, mówiąc Pierwszy.
-To jego robot.
-Kto wam wszczyknął i skąd mieliście ten środek?
-Nie wiem kto mi to podał. Pytajcie komandora, bo zaraz wam ucieknie.
-Hej! Proszę się położyć.
-Gdzie Kaye i Pierwszy?
-Kim jest Pierwszy?
-To… Gdzie mój statek?
-W hangarze. Kto panu zaaplikował…
-To już teraz bez znaczenia. Dziękuję za pomoc. Wydatki pokryją władze z Elwy. Teraz proszę o zostawienie mnie w spokoju lub o wydanie zgody na
natychmiastowy start.
-Proszę odpoczywać. Porozmawiamy później. Jest pan ciężko ranny i wkrótce się pan o tym przekona.
-Dziękuję. ”RC, skąd miałeś ten środek i jak udało ci się nam go
zaaplikować. Nie rób tego więcej. Wspomnienia przychodzące w takim stanie, lub też zupełnie nowe wizje są zbyt okrutne. Pamiętaj o tym RCP5, mój jedyny przyjacielu.”
Nim nadszedł świt załoga wraz ze statkiem zniknęła. Władze z Elwe 3 odmówiły jakichkolwiek wyjaśnień. Koszty hospitalizacji pokryto.
-Czy tam znajdę wreszcie to czego szukam?
-Tak, my zawsze odwdzięczamy się za pomoc, i tam na pewno znajdzie pan
Komandorze, to czego szuka. Bezpiecznej drogi. Będziemy w kontakcie. Proszę
podziękować ode mnie Pierwszemu.
-Zrobię to. Wiadomość, gdzie można mnie będzie znaleźć zostawię u Tifiego.
Muszę jeszcze kogoś po drodze odwiedzić.
Przy starcie z Elwy nie było żadnych zgrzytów, personel naziemny dobrze się
sprawił. “Już wkrótce Ją poznasz.”
