gramy  

Handlarz
Home  /  Opowiadania   /   Handlarz

Opowiadanie “Handlarz" stanowi ciąg dalszy historii Komandora z opowiadania " A jednak ". Upłynął rok. Główny bohater jest podejrzanym w sprawie dotyczącej seryjnego mordercy krążącego po okolicznych układach. Sam jednak nie wie o tym, że jest poszukiwany. W oczach ludzi, i nie tylko, uchodzi za zwykłego handlarza, nawet jego przyjaciel(?)- Tiff nie wie jednak o nim wszystkiego.

Nikt nie wiedział skąd przybył, kim był kiedyś ani czym zajmował się teraz,
podobno był handlarzem, ale tego nikt nie był pewien. Jego statek to
transportowiec typu drugiego, ale nie słyszano aby ktoś był kiedykolwiek w
jego wnętrzu. Z pozoru
statek nie był mocno uzbrojony, tylko z pozoru. Dosyć często przebywał w
barze Tifiego w sektorze trzydziestym, obszar ten nie należał do Federacji
(był zbyt odległy od jej granic) a ludzie byli tutaj rzadkością. Jedyne co
było o nim pewne to to,
że zawsze ubierał się na czarno i rzadko z kimkolwiek rozmawiał oprócz
Tifiego, a broni nigdy nie nosił na wierzchu.
Obecnie statek znajdował się w drugim doku i był nieco uszkodzony.
-Zimne piwo, Tif.
-Co tam u ciebie, dawno cię tu nie było. Z tego co widać handelek nie idzie
zbyt dobrze?
-Nie narzekam, a co u ciebie?
-Jak widać. Mało klientów i coraz więcej osobników twojego gatunku, prawie
nic nie kupują. Jest ktoś kto szuka transportu na Elwe 3, podobno tam się
teraz wybierasz? Interesuje cię to? Dużo płaci.
-Nie dzięki, nikogo nie zabieram. Może potrzebujesz trochę muki, zostało mi
jeszcze sporo.
Ich rozmowie przyglądała się osoba o której mówił Tifi, ale nic nie
rozumiała, nie znała ojczystej mowy barmana. Była piękną ludzką kobietą,
wyglądała na silną fizycznie, ale Handlarz nie interesował się jej
propozycją, usiadł przy swoim stoliku,
do którego po chwili przysiadł Druid. Mało prawdopodobne wydawało się, że
ktoś ich rozmowę zrozumiał.
-Dobrze słuchaj Komandorze, jest robota, realizacja do jednego tygodnia,
tutaj masz wszystkie inforamcje.
Czytał kilka razy zlecenie.
-Sam zadecyduję na miejscu czy dojdzie do "transakcji", ale połowa forsy już
teraz.
-Jeśli dostarczysz nam towar w całości, dostaniesz trzy razy tyle co teraz.

Gdy tylko przybył na Elwe 3 od razu udał się we wskazane miejsce,
odbezpieczył broń i rozkodował zamek w drzwiach. Wszedł do pokoju, który
znajdował się trzydzieści pięter pod powierzchnią nieprzyjaznej planety. Nie
włączył oświetlenia,
zamknął drzwi za sobą i usiadł w fotelu naprzeciw nich. Czekał. Po kilku
minutach otworzyły się, Handlarz wycelował broń i czekał aż osobnik włączy
oświetlenie
-Witaj.- Choć Druidzi mają białą twarz, to tego który właśnie wszedł stała
się niespotykanie biała.
-Tylko spokojnie, nie strzelaj! Bierz co chcesz… mam rodzinę.
-Zamykaj drzwi i siadaj. Trochę pogadamy… Co zrobiłeś z towarem?
-Nic nie wiem o żadnym towarze…
-Dlaczego wiem, że kłamiesz. Co? Gdzie towar? Mów szybko bo mi się
śpieszy.-Mówiąc to wycelował dokładnie między uszy lokatora.
-To nie ja. Przysięgam. To wszystko zaplanował Gog. Wszystko jest u niego.
Przysięgam…
Krótki błysk światła i głowa gospodarza domu leżała już obok korpusu.
Handlarz wstał, podszedł do ściany, lekko przycisnął ją ręką i z otwartej
skrytki wziął paczkę, którą wraz z głową umieścił w torbie.
-Nie kłam więcej.- I wyszedł.
Przy statku Komandora czekało już kilku Druidów, ich broń była uaktywniona.
-Czemu to tak długo trwało, masz nasz towar i potwierdzenie?
-Macie forsę?
Wymienili się paczkami i Handlarz wszedł do swojego statku, a po upływie
dziesięciu minut był już daleko od Elwe 3.

-Tylko tydzień mnie nie było Tifi, a baza nie do poznania.
-Mieliśmy niespodziewaną wizytę. Znów chcieli od nas haracz, ale dostali tym
razem mocniej niż ostatnio i się wynieśli.
-Tak między nami, mogę ci załatwić trochę odpowiedniego sprzętu.
-Wiem, że możesz, ale niech ochrona bazy się nimi zajmuje.
-Jak ocalało piwo, to podaj tu jedno.
-Dla ciebie zawsze. A tak między nami, to czy nie wybierasz się może do
sektora dwudziestego drugiego w najbliższym czasie, ktoś chce się tam szybko
dostać.- Handlarz szybko wypił swoje piwo.
-To ten co ostatnio?
-Tak, wróciła z Elwy wczoraj.
-Do cholery! Zaczyna mnie już denerwować, skąd wie gdzie się wybieram.
-Uspokój się Komandorze, masz tu jeszcze jedno. To tylko ludzka kobieta, nie
wygląda na zbyt silną, nie chcę zdrapywać jej ze ściany jak tego, jak mu
tam, zresztą nieważne. To tylko zbieg przypadku, na pewno nie chce cię
wygryźć z interesów.
Na szpiega mi nie wygląda. Nie sądzę aby chciała się też dowiedzieć od kogo
kupujesz.
-Czy jest tutaj? Przysięgam, że nie będziesz musiał przepraszać gości
-Wierzę ci. Siedzi o tam.
-Jest ubrana jak jakiś najemnik.
-Nie, jest geologiem, szuka złóż…
-Wiem czym zajmuje się geolog, dla kogo pracuje?
-Mówię ci dużo płaci za kurs i tylko w jedną stronę. -Tif nie powiedział dla
kogo pracuje, gdyż gdyby Komandor wiedział dla kogo, na pewno by się nie
zgodził na ten kurs, pracowała dla Federacji.
-Dobra, pogadam z nią.
Bywała często w tym barze, ale dostrzegł ja dopiero gdy Tif mu ja pokazał.
Jednym słowem - spodobała mu się. Od kiedy pojawił się tu po raz pierwszy z
nikim oprócz Tifa nie utrzymywał znajomości, a już tego wszyscy byli pewni,
że na pewno
z żadną kobietą. To był pierwszy przypadek.
-Słyszałem, że chcesz się dostać do sektora dwudziestego drugiego.
-Zgadza się. Ile chcesz?
-Zobaczymy na miejscu. Napijesz się czegoś?
-Nie. Cenę chcę znać od razu.
-Była może pani kiedyś w sektorze dwudziestym drugim? Na pewno nie. Tam jest
wielu takich co rozwalają dla rozrywki, nie wiadomo na ilu można się
natknąć. Im więcej tym drożej. Jasne?
-Jasne. Kiedy lecimy?
-Jutro." Gdybyś ją poznał na pewno by ci się spodobała…"- Odszedł od jej
stolika, usiadł przy swoim i głęboko się zamyślił, ocknął się dopiero po
kilku godzinach- pochłonęły go wspomnienia
Gdy Komandor odszedł Pani Geolog zawołała do siebie Tifiego.
-Kim on jest, Tif. Na pewno wiesz?
-Wiem tylko, że od czasu do czasu zatrzymuje się tutaj i nieraz coś od niego
kupuję.
-Ale jaki jest z usposobienia?
-Powiedziałbym, że jest spokojny, na swój sposób, ale lepiej go nie
denerwować. Kiedyś ktoś go mocno zdenerwował i od tamtej pory straciłem
kilku dobrych klientów.
-A wiesz może skąd pochodzi?
-Nie wiem do czego są pani potrzebne te informacje. Wszystko co o nim wiem
już powiedziałem. Proszę tylko nie zadawać mu tych pytań, nie słyszałem żeby
ktokolwiek, kiedykolwiek przebywał na jego statku.
-Czyżbyś mu nie ufał? Wyglądacie na dobrych przyjaciół.
-Jest moim stałym klijentem. Przepraszam mam dużo zajęć.
"Całkiem interesujący ten Handlarz, nikt nie zna jego imienia."

-Jeszcze chwila i odleciałbym bez pani.
-Przepraszam, musiałam odbyć bardzo ważną rozmowę.
-W porządku. Niech pani wchodzi. Proszę na lewo… i prosto… Proszę
usiąść. Po starcie pokaże pani, gdzie będzie mogła pani spać. Jeśli pani nie
wie, to na miejscu będziemy za dwa dni. Proszę nie wchodzić do innych
pomieszczeń bo wysadzę
panią wcześniej. Jasne?
-Tak, bardzo jasne.
W kilka minut kurs już był ustawiony i auto pilot włączony.
-Proszę za mną. Pokażę pani pokój. I idę się przespać. W strefę zagrożenia
wlecimy dopiero za piętnaście godzin, muszę odpocząć. Oto pani pokój, jeśli
będzie pani czegoś potrzebować proszę krzyknąć.
-Nie będę panu przeszkadzać.
-Do zobaczenia za kilka godzin.-I zniknął za chwilę w ciemnym korytarzu.-
"Mam nadzieję, że nie będzie się nigdzie szwendać." Komputer! Obudź mnie gdy
wyjdzie na korytarz.
Położył się i szybko zasnął, zawsze szybko zasypiał, zawsze szybko
przychodziły sny i wspomnienia, ale tym razem przyszło tylko jedno.
Zobaczył swego dawnego przyjaciela, jedynego prawdziwego przyjaciela, to
było w chwili gdy szukał pomocnika na swój statek. Nie wiedział jak długo
ten obraz miał przed oczami. Obudził się i postanowił odwiedzić kabinę numer
5, ostatnią
kabinę przed ładownią, nie był tam już od kilku dni. Komputer nie
zarejestrował żadnych ruchów na korytarzu. Gdy był już tylko kilka metrów od
drzwi piątej kabiny, zorientował się, że ktoś chce je otworzyć, nie
pamiętał, że zabrał pasażera.
Wyciągnął broń spod kurtki, odbezpieczył i zaczął się powoli zbliżać w
ciemnościach (Rozkład korytarzy znał na pamięć, więc nie używał oświetlenia,
aby oszczędzać energię). Gdy przyłożył broń do głowy "włamywacza"
oprzytomniał. Echo
krzyku rozległo się po korytarzu.
-Co pani tu robi, mogłem panią zabić.
-Nie wiedziałam, że nosi pan broń.
-Wielu rzeczy o mnie pani nie wie. Mówiłem, żeby pani nie zaglądała do
innych pomieszczeń.
-Przepraszam, taką już mam naturę geologa, nie mogłam usiedzieć w swoim
pokoju.
-Mogłem panią zabić. Cholerny komputer znów nie zadziałał. Miała pani duże
szczęście, że jeszcze żyje.
-Światło! Proszę iść do swojego pokoju, pomyślę co z panią zrobić.
"Tifi miał rację, on może być niebezpieczny, ale chyba mogłabym się w nim
zakochać"
Gdy odeszła wprowadził kod drzwi i wszedł do kajuty. Włączył światło. Na
środku obszernej sali wisiał hamak przykryty białym płótnem, coś pod nim
było.
"Wybacz przyjacielu, nie powinienem brać nikogo na pokład, nie będzie ci już
przeszkadzać… Dlaczego nie strzeliłem, dlaczego się zawahałem, dlaczego
wziąłem ją na pokład, już od dawna nie rozmawiałem z kobietą. Muszę
przyznać, że jest
piękna, ale ta wścibskość. Musiałem postradać zmysły. Nie martw się mój
przyjacielu, już nie długo znajdę potrzebne komponenty, wtedy znów
porozmawiamy."
Zgasił światło i wyszedł. Nie zablokował włazu. Poszedł prosto do kabiny
swej pasażerki.
-Jeszcze raz powtarzam, miała pani olbrzymie szczęście, że pani nie
zastrzeliłem, nawet nie wiem jak pani na imię.
-Kaye, jeszcze raz przepraszam.
-W porządku, tylko proszę do końca drogi nie wchodzić do innych kajut.
-Nie weszłam do niej.
-Gdyby pani tam weszła już…
Wybuch nad piątym sektorem ładowni targnął statkiem.
-Komputer! Co to było?
-Zostaliśmy zaatakowani.
-A niech to szlag, proszę iść do kapsuły, na końcu korytarza w prawo. Ani
słowa, proszę iść.
Komandor szybko wyłączył auto pilota. Ich napastnik pilotował transportowca
typu pierwszego, pozornie mocniej uzbrojonego, tylko pozornie, siła ognia
obu statków była jednakowa. Walczyli około dwudziestu minut, na zmianę się
ścigali,
ciągle uciekając jeden drugiemu, ciągle uszkadzając statek wroga. W końcu od
statku napastnika odłączyła się kapsuła ratunkowa a jego statek eksplodował.
Statek Handlarza też został mocno uszkodzony. Kaye w momencie wybuchu była w
sterowni i widziała koniec starcia, Komandor chciał zniszczyć także kapsułę,
ale ze względu na swego pasażera pohamował się.
-Musimy lądować na najbliższej planecie, Kaye. Właśnie twój bilet zdrożał.
-Wylądujemy na Ardzie?
-Tak… Ty byłaś tu kiedyś. Kim ty jesteś!?
-A kim ty?" Oh…Chyba się wściekł. Czy moja głowa też wyląduje w kabinie
numer pięć?" Nie zabijaj mnie!
-O czym ty mówisz?
-Przepraszam, twój wyraz twarzy był taki…-Rozpłakała się prawdziwymi
łzami, nie udawała.
-Proszę iść do swojej kajuty. "Skąd jej przyszło na myśl, że mogę ją zabić?
Może ona jest strażnikiem, może wysłali ją celnicy z Federacji, może wysłał
ją Rty, jeśli tak to nie dożyje lądowania na Ardzie."

"Więc tak wygląda teraz Ard, dawno tu nie byłem." Komputer! Wyznacz kurs na
miasto w którym można naprawić nasz statek.
-Zaraz lądujemy! Proszę tutaj!
-Już idę!
Wejście w atmosferę było idealne, ale w odległości stu kilometrów od miasta
nastąpiła awaria silnika grawitacyjnego.
-Proszę usiąść, i mocno się trzymać. Nie dolecimy do miasta. To będzie
twarde lądowanie.
-Wierzę…
Lądowanie rzeczywiście nie było miękkie. Ale nic poważniejszego się nie
stało. Ziemia a raczej piasek był rdzawo czerwony, pył opadał jakieś
dziesięć minut. Pustynia.
-Do miasta około dwudziestu kilometrów, będziemy musieli iść w nocy.
-Proponuję wyruszyć jutro rano.
-Nic z tego Kaye, idziemy teraz.
-W nocy nie ujdziemy nawet kilometra.
-Ja to wiem, ale skąd ty to wiesz, Pani Geolog? Pracujesz dla Rty'a?-
Komandor sięgnął pod kurtkę.
-Nie, przysięgam.
-Dlaczego przysięgasz. Dla kogo pracujesz?- Wycelował broń w jej szyję.
-Skąd taki handlarz jak ty ma RL45 ? Tą broń produkują tylko na zamówienie,
działa jak…
-Skąd tyle wiesz o broni?
-Mam być strażniczką, w ramach sprawdzianu miałam zbierać informacje na
temat pewnych niewyjaśnionych spraw…
-Poza granicami Federacji?
-Tak, tutejsi poprosili o pomoc, znajdywali ciała bez głów.
-A co ja mam z tym wspólnego?
-Pojawiałeś się i znikałeś z miejsca zbrodni tego samego dnia, byłeś jednym
z podejrzanych…
-Wykonałaś kawał dobrej roboty, ale chyba nikt się o niej nie dowie.
-Chcesz i moją głowę umieścić w kabinie numer pięć?
Wybuchnął śmiechem- na krótko.
-Niezła myśl.
Uczono ją być twardą, ale zbladła jak ten Druid, gdy zagiął palec.
Nacisnął spust… broń nie wypaliła- nie wyłączył zabezpieczenia.
-Nikt nie dowie się o twojej pracy Kaye.
-Teraz już wyłączysz blokadę?
-Nie, ja pracuję dla tutejszych władz, czy przyszło kiedyś wam do głowy
sprawdzić kim oni byli za życia? Na pewno nie.
-Jasna…
-Wezwałem pomoc. Rano po nas przyjadą.

Naprawa trwała kilka dni i trochę kosztowała. Droga do sektora dwudziestego
drugiego była bez problemowa. Czekali już na nią.
-Do widzenia Kaye.
-Trochę się poznaliśmy.
-Trochę, kiedyś cię odnajdę.
-Po co?
-Kocham cię.
-Zostaniesz?.
-Do zobaczenia.
Szybko wbiegł do statku i uruchomił procedurę startową. Gdyby teraz został
jego przyjaciel zostałby martwy także. Musi najpierw znaleźć komponenty.
-Wiesz RCP5, ona jest świetna, jak znajdę to co trzeba wtedy ją poznasz.
Jest naprawdę…